Wszystkie moje dziewczynki

Nigdy nie zastanawiałam się jakie to uczucie przekroczyć magiczną liczbę 30, nie wspominając o przerażającej liczbie 35. Kiedy miałam lat naście, dwudziestokilkulatki wydawały mi się stare, nudne i zgorzkniałe. Teraz oswajam się z myślą, że oto jestem starsza niż „stara, nudna
i zgorzkniała”.

Kryzys uzmysłowiła mi przyjaciółka, która tak jak ja, z dziwnych przyczyn, nagle zaczęła magazynować buty na wysokich obcasach. Po kilkunastu parach otrzeźwiła mnie mówiąc: „wiesz, moja siostra mówi, że też wpadła w nałóg kupowania butów po trzydziestce”.
Panika – jaki nałóg, ja? Jestem odporna na nałogi (piję bo lubię!), a buty są przecież potrzebne. Ogarniając wzrokiem ilość pudełek, uzmysłowiłam sobie jak duża to potrzeba.
Niedawno przez przypadek trafiłam na artykuł o kobiecych kryzysach związanych z wiekiem. Nie wierząc własnym oczom, przeczytałam o tym, że im kobieta starsza, tym ma większą potrzebę noszenia coraz wyższych szpilek. Po szybkiej kalkulacji wyszło mi, że koło sześćdziesiątki kupię szczudła…

Z nadzieją, że mnie to nie dotyczy kupiłam kilka par butów na płaskim obcasie.
Czy naprawdę tak przeżywamy te wyznaczone przez społeczeństwo i czasy granice? Czy granice tworzymy same, bo tak jesteśmy skonstruowane? Biologia? Kultura? A może pierwsze poważne kryzysy życiowe, które zmuszają nas do refleksji?
Nikt nie patrzy na mnie krzywo, kiedy mówię, że nie jestem mężatką i nie mam dzieci, ale uzmysłowiłam sobie, że ja w takich momentach reaguję emocjonalnie. Bo chcę dzieci i rodziny. Bo jestem w TAKIM momencie życia, że tego potrzebuję. Być może wiąże się to z tykającym zegarem i krzyczącymi trzydziestokilkuletnimi jajnikami, być może ze strachem przed samotnością i potrzebą bezpieczeństwa. Nagle przychodzi chwila, w której zastanawiamy się, co do tej pory osiągnęliśmy i czego chcemy. Mnie ciągle prześladuje wieczna niekonsekwencja w działaniach, niespełnione ambicje. Ale staram się też myśleć o moim własnym kącie, samodzielnej inwestycji w remont, który udało mi się ogarnąć, nienajgorszej pracy i masy chęci, żeby naprawić swoje błędy i osiągać to, czego jeszcze nie zdążyłam. Bo 30 to był dla mnie, tak naprawdę, początek prawdziwej dojrzałości. Samodzielności, odpowiedzialności, odczuwalnego ponoszenia konsekwencji własnych decyzji.

Buty jawią mi się jako symbol niezaspokojonej księżniczki, moja wewnętrzna beztroska dziewczynka. Reakcja na pierwsze poważne kryzysy i porażki życiowe. Tak, jestem cholernie dorosła i samowystarczalna, ale jednocześnie, żeby nie zwariować i nie zgorzknieć, głaszczę swoją dziewczynkę, która lubi lakierki, bo tak pięknie błyszczą.
Być może dopiero po przekroczeniu swojej granicy jesteśmy w stanie odkryć w sobie siebie,
a wiek nie ma nic do rzeczy. A może przekraczamy granice w związku z wiekiem, dlatego, że gdzieś głęboko, podświadomie wiemy, że jeśli teraz nie wystawimy życia na próbę, to nie zdążymy się upewnić, czy to w co do tej pory wierzyliśmy, jest słuszne czy nie.

kiedys

Comments

comments

2 thoughts on “Wszystkie moje dziewczynki

  1. A ja myślałem, że kryzys „wieku średniego” dotyczy tylko mężczyzn 🙂
    Myślę, że owy „kryzys” to chyba zauważenie nieubłaganego upływu czasu, z którym jakoś tam nie chcemy się zgodzić. W końcu fajnie jest być młodym, szalonym, nie do końca poważnym i w takim momencie życia chcielibyśmy się zatrzymać. A „w pewnym wieku” zwyczajnie nam już nie wypada. Więc „pocieszamy” się materialnie, żeby jakoś to poczucie zagłuszyć.

  2. O Boże, czytam i widzę siebie. Na różnych płaszczyznach życia osiągnęłam znacznie mniej niż bym chciała, czy nawet niż sobie to kiedyś planowałam. Magiczny wiek 35 rzeczywiście pomógł mi w uświadomieniu sobie tego. Spojrzałam na pewną bardzo znaną i bardzo wpływową kobietę i nagle uzmysłowiłam sobie, że ona jest raptem dwa czy trzy lata starsza ode mnie… Cholernie bolesne.
    A szpilki po prostu pasują w naszym wieku. Ja w niskich butach wyglądam jak swoja własna córka. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *