Codzienność we wnętrzach

Koleżanka napisała mi, że mam za grzeczne dziecko, skoro znajduję czas na przetwory. Inna pytała jakim cudem mam w domu porządek przy raczkującej elektrowni atomowej.
Chciałam zatem obalić mit fotek lśniących wnętrz wrzucanych w sieć.

memypl
Źródło: memy.pl

Po pierwsze primo, fakt, mam wyjątkowo grzeczne i pogodne dziecię. Obiektywnie. Nie sprawia żadnych problemów (tfu, tfu), praktycznie nie płacze za to szczerzy dwa zęby od rana do wieczora, śpi w nocy, ma trzy drzemki w ciągu dnia i potrafi bawić się godzinę reklamówką .
Po drugie primo, mimo tego i dużego wsparcia Pana Domu (PD) i babci, bywają dni, że padam na twarz, a mieszkanie wygląda jakby w salonie doszło do erupcji wulkanu.
Dom jest moim ukochanym miejscem przede wszystkim dlatego, że żyje. I jest niedoskonały. Moje skończone i niedokończone „projekty”, nasze rzeczy osobiste, wszystko to, co zrobiliśmy tu sami. W kuchni walają się słoiki i butelki, bo sezon na przetwory. Wszędzie pełno gadżetów Młodej, krzesełko jest upultane kaszką, a zmywarka nieopróżniona. Stołu w salonie najczęściej nie widać spod książek, zabawek i filiżanek. Podłogi też, bo kołdry, maty i pełzająca latorośl. W przedpokoju wala się kilka par kapci, bo dom otwarty i ciągle ktoś wpada 🙂 Suszarka z praniem, niewyprasowane ciuchy Malwy. No i kurz. Nie cierpię odkurzać, organicznie. Zdarza się, niestety – przyznaję, że jeśli PD się za to nie weźmie, nadaję imiona kłakom pod kanapą bo może się już w nich tlić płomyk inteligencji. Kurzu na zdjęciach zasadniczo nie widać 😛
Bywa tak, że mam czas na porządki, pichcenie, manicure i książkę, a są takie dni, że muszę wybierać: spacer czy obiad, prysznic czy śniadanie. Mała raczkuje więc czas „znajdziesz tam, gdzie położyłaś” zmienił się w „gdzie pełzniesz, spadniesz, to jest brudne, nie jedz, nie gryź kabli, jak ty tam wlazłaś?!”, czyli w skrócie – 100% skupienia przez cały czas aktywności dziecka.
Zdjęcia w domu robię wtedy, kiedy akurat trafi się moment tej pierwszej opcji i jest porządek, albo ogarniam tylko ten fragment powierzchni, który chcę sfotografować. Głowy nie dam, ale żeby lepiej spać, zakładam, że rzeczywistość blogerów wnętrzarskich i zdjęcia wszystkich pięknych, lśniących czystością wnętrz to, oprócz lepszego i pewnie bardziej pracochłonnego przygotowania zdjęć, ten sam model. Dom ma żyć, inaczej nie jest domem. Rzekłam.

Zdjęcie na bloga versus codzienność 😉
1s

Tak, dzień w dzień, wygląda salon 😉

2s

Widok z kuchni. To na ziemi po lewej to „robiące się” nalewki i nawóz do kwiatków 😛

3s

Pozostawiając was bez kompleksów, z uszanowaniem, M.

Comments

comments

4 thoughts on “Codzienność we wnętrzach

  1. Lubię jak dom tętni życiem. Jak pozbywam się swoich maluchów z domu to aż nie mogę uwierzyć, że może być tak cicho i czysto:) Ale później wszystko wraca do normy:) A co do zdjęć które mają się pojawić na blogu to wiadomo, że są przygotowane.Mają pokazywać piękne wnętrze i nas inspirować, a nie straszyć bałaganem:) pozdrawiam

  2. Świetny komentarz do blogersko- rodzicielskiej rzeczywistości. Fajnie, że pokazałaś zdjęcia „realu”, bo w świecie wirtualnym wnętrza wyglądają jak z żurnala i rodzą wątpliwości, czy faktycznie są zamieszkane. Bałagan, artystyczny nieład czy dziwne przedmioty znajdujące się w dziwnych miejscach są najlepszym dowodem na to, że dom żyje i tętni rodzinną atmosferą. Sesja zdjęciowa na bloga rządzi się swoimi prawami, ale przy dzieciach trzeba się mocno nagimnastykować, żeby zachować pozory perfekcyjnej pani domu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *