Kitchen stuff

Small things make big difference. Chyba każdy się tym zgodzi. Czasem wystarczy naprawdę niewiele, żeby nadać wnętrzu charakter.

Po ciężkim tygodniu pracy na pełnych obrotach i wyczerpującej walce wewnętrznej, musiałam się wyżyć. Wyobrażaliście sobie kiedyś jak wygląda mózg rozbryzgany na ścianie? Otóż ja wielokrotnie. A ten, o którym myślałam, zostawiłby tak niewielką plamkę, że snułam daleko posuniete plany o elementach, które mogłabym domalować, żeby tworzyły malowniczą całość. Ale, że wbrew pozorom, jestem jednak dość zrównoważona psychicznie, poszłam pobiegać. Nie pomogło, zadyszka jeszcze bardziej mnie wkurzyła (noż kurde, nie palę prawie od roku, a dalej rzężę po 30 minutach biegu, jak diesel mojej sąsiadki, który pamięta księżniczkę Vandę co się utopiła w Duppie). Wzięłam więc papier ścierny, farby i kilka innych drobiazgów, i zabrałam się za Dzieło. Teraz jestem wyciszonym kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora 🙂

kitchen

Drewniany stojak po lekkim tuningu. Do tego pojemnik na przybory pierwszej potrzeby, czyli łychy i inne drobiazgi, które chcemy mieć zawsze pod ręką.
Serduszko-tabliczka do identyfikacji zieleniny, którą mamy w kuchni.
Lniane podkładki by Ewa 🙂

box

Pudełko na różne różności. Stare, ze sklejki, znalezione w piwnicy (chyba po jakichś owocach).

flowers

oregano

No. Oregano.
I z tego wszystkiego zgłodniałam…

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *