Keep calm and eat sernik

DSC_0065 (2)_male

Piątek, piąteczek, piątunio – więc czas na małe co-nie-co. Sernik, który możecie bez większych wyrzutów sumienia stosować również podczas diety. Oczywiście nie codziennie. I – co ważne – nie cały na raz. Podstawowe oszustwo to chudy ser i dodanie jogurtu do ciasta zamiast części masła. Można spróbować zastąpić część białej mąki mąką razową ale w sumie po co…

Continue reading

Krewetki

Najlepsze krewetki jadłam w Hiszpanii. Były podane w sosie z mango, lekko słodkawym, ostrym, genialnym. Ale, że obecnie do Sewilli daleko, szukam zastępstwa.
Naprawdę dobre krewetki udało mi się, dzieki namowom znajomych – dziekuję :D, spróbować w Warszawie, w Krakenie. Pyszne. A w zasadzie to nawet nie same krewetki, ale sos. Był tak dobry, że niewiele brakowało, żebym wylizała talerz. Udało mi się jednak zachować resztki godności, ale obiecałam sobie, że jeśli sos może mi tak zrobić dzień, to w końcu wypróbuję marynatę wg. przepisu kolegi, którą wszyscy chwalą.
I mają rację. Tym razem wylizałam talerz bo nikt nie patrzył 😀

11

Continue reading

Woda, hemoglobina – taka sytuacja

Czyli dorsz na obiad 🙂 Uwielbiam ryby, uwielbiam kuchnię śródziemnomorską. Kiedy jestem w Hiszpanii, moi beżowi* znajomi już nie pytają co zamówię, wiedzą że to na pewno będą krewetki, kalmary lub ryba.
W Polsce, zwłaszcza na południu kraju, dość trudno o dobre, świeże dary morza, ale dzięki uprzejmości kolegi, kolegi, kolegi, kolegi, który ma kolegę, kolegi, kolegi wśród dostawców do restauracji, od czasu do czasu zamawiam najlepszego dorsza pod słońcem 🙂

gotowa

Continue reading

Ab ovo…

Zacznijmy od początku. Zaczynanie od początku naprawdę działa. Szczególnie, jeśli to początek słonecznej niedzieli a na śniadanie jest co? Jajo.

Jajka w koszulkach uwielbiam za prostotę wykonania i płynne żółtko*. Dzisiejsze śniadanie to takie właśnie jajko, podane na toście z domowego chleba z sałatą i salsą po polsku. Nietypową, bo z kiszonym ogórkiem. Jestem zwolenniczką lokalności w kuchni, używania produktów miejscowych i wzbogacania ich tym, co dla nas egzotyczne. Choć dziś te granice się zacierają, do tego stopnia, że w osiedlowym warzywniaku usłyszeć można pytanie „Proszę pana, a te banany to polskie?” Lajk dla tej pani za stawianie na polskich producentów, ale umówmy się – globalne ocieplenie jeszcze nie posunęło się tak bardzo, ażeby nad bałtyckim brzegiem rosły palmy czy bananowce. Wróćmy jednak do tematu. Podaję przepis na Bardzo Dobry Początek Niedzieli.

DSC_0029 (2)_

Continue reading