Matka singielka w sieci

Co zrobić kiedy samotność doskwiera, a przyjaciółki zajęły się przygotowaniami do wiosny?
Wiem! Zapisać się na portal randkowy. Ptaszki, kwiatki, jakieś coś lata w powietrzu, może i mnie coś trafi?

Do dzieła, zakładam konto, prośba o weryfikację. Gotowe.

„Wypełnij profil i dodaj zdjęcie, aby być lepiej postrzeganym przez innych” Cóż to dla mnie…
Motto życiowe mam, zdjęcie przedstawiające istotę ludzką też posiadam, opis raz dwa powstał.
Zdjęcie zaakceptowane przez moderatora. Iiiii?

JEST!! JEST PIERWSZA WIADOMOŚĆ!!

Drżącą ręką kieruję kursor w stronę przycisku „przeczytaj”:
Grzegorz, lat 35, wioska nieopodal. Fajnie, myślę. Czytam dalej, już w połowie drugiego zdania mam dość.
„Cześć.
Szukasz kogoś na realną znajomość?
Ja jestem żonatym facetem który……………..”

Takich wiadomości dostaję dziennie około dziesięciu. Są również i takie mniej elokwentne, takie, które budzą we mnie dziką żądzę mordu słownikiem języka polskiego. Chociaż sama za Nazgula ortografii się nie uważam i zdarza mi się popełniać błędy językowe.

O! Albo to. Mohamed, nie boi się człowiek, że go zaszufladkuję? Może warto rzucić okiem co ma do zaoferowania? Odbieram wiadomość, a tam urocze: „wyglondasz na latwom chcesz sex ze mnom? Nie zacytuję co odpisałam, chociaż powinnam, ku przestrodze dla kolejnych chętnych, którzy chcieliby wystąpić z podobną propozycją.

Chciałam i mam, trafiło mnie porządnie i dobitnie. Szkoda, że nie to co powinno….

No nic, wezmę się jednak za szycie ubranka dla Pana Królika, bo wiosna idzie, a Pan K. ciągle w piżamie zimowej paraduje.